PiS chce przyciąć o prawie 30 % wydatki na drogi lokalne. W tym roku zabrano z tej puli „tylko” 20 %. Tym samym ekipa rządząca dowodzi po raz kolejny, że o bezpieczeństwie na drogach lokalnych wygodniej jest jej mówić, niż robić.

Rząd często mówi o potrzebie zwiększenia bezpieczeństwa na drogach, związanych z tym inwestycjach oraz surowszym karaniu drogowych piratów. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk i jego zastępcy nie przepuszczą niemal żadnej okazji, żeby, z odpowiednią celebrą, otwierać kolejny odcinek drogi krajowej czy obwodnicy jakiejś miejscowości.
Teraz minister zainauguruje nową kampanię społeczną, która ma zwrócić uwagę na niechronionych uczestników ruchu drogowego, na pieszych.
Szkoda, że o wiele mniej, jeśli w ogóle, nagłaśniany jest aspekt, który nie przynosi chluby rządzącym. W wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów pojawił się projekt uchwały rządowej, która zakłada, że wydatki z budżetu państwa na rozwój dróg gminnych i powiatowych (czyli tzw. schetynówek), zostaną zmniejszone o 300 mln zł. Z pierwotnie planowanego poziomu 1,1 mld - do 800 mln zł. O pomstę do nieba woła fakt, że dzieje się w to w sytuacji, kiedy właśnie kończy się tegoroczny nabór wniosków od samorządów, które szukają dofinansowania do swoich projektów drogowych.
Wnioskodawca (Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB) dość słusznie, choć nadzwyczaj eufemistycznie, zauważa, że w związku z obniżeniem limitu środków na 2018 rok „spodziewane efekty realizacji Programu w wymiarze rzeczowym w roku 2018 mogą ulec obniżeniu”.
W nieformalnych rozmowach z urzędnikami MIB można usłyszeć, że to nie była decyzja ich szefa, tylko wymóg dostosowania się do kształtu przyszłorocznej ustawy budżetowej. A o tym ostatecznie zdecyduje minister finansów, Mateusz Morawiecki.
Tyle, że ta argumentacja pachnie nieco spychologią. W zeszłym roku było tak samo, choć może nieco skromniej niż teraz. Wtedy PiS podebrał sobie z programu schetynówek „tylko” 200 mln zł z puli wynoszącej 1 mld zł. Pieniądze trafiły na rozruch programu „Mieszkanie Plus”, czyli flagowego projektu ministra Adamczyka. Łatwo zgadnąć, że samorządowcy nie byli z tego specjalnie zadowoleni, ale przynajmniej obiecano im, że minister jakoś zwróci te pieniądze. Do tej pory tak się nie stało. Teraz zabiera im się o 100 mln zł. więcej.
Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa informuje ogólnikowo, że - Dysponujemy jedynie środkami w wysokości zapisanej w ustawie budżetowej na dany rok. Kwoty te, biorąc pod uwagę zakres kompetencji MIB, są przeznaczane na działania z zakresu transportu, poczty oraz budownictwa. Ministerstwo nie jest właściwe do udzielenia odpowiedzi na jakie cele zostaną przeznaczone środki zaplanowane w projekcie ustawy budżetowej na 2018 rok - powiedział rzecznik resortu, Szymon Huptyś.
W resorcie finansów wyjaśniono, że - Wydatki związane z realizacją programu wieloletniego pod nazwą „Program rozwoju gminnej i powiatowej infrastruktury drogowej na lata 2016-2019” w roku 2018 zostały zaplanowane w wysokości 800.000 tys. zł, czyli na poziomie ustawy budżetowej na rok 2017.
Zmniejszenia wydatków w danym roku budżetowym nie można postrzegać przez pryzmat przeznaczenia ich na konkretny cel, tym bardziej, że w tym przypadku nie ma zmniejszenia, a utrzymanie poziomu roku 2017 – tłumaczy Ministerstwo Finansów.
- Zauważyć należy, iż projekt ustawy budżetowej na rok 2018 przewiduje wzrost nakładów z budżetu państwa na realizację szeregu przedsięwzięć o charakterze inwestycyjnym, np. Programu modernizacji Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Biura Ochrony Rządu w latach 2017-2020, czy też Programów wieloletnich wsparcia finansowego inwestycji w infrastrukturę w ochronie zdrowia - dodają urzędnicy.
Przy okazji warto przypomnieć, że w tym „podbieraniu” PiS niewiele różni się od swoich poprzedników. W 2013 r. rząd PO PSL „pożyczył” sobie z niego aż 750 mln zł, żeby załatać dziurę budżetową. Pieniądze co prawda w końcu wróciły do programu, ale stało się to kosztem Lasów Państwowych.
Działania PiS w kontekście dróg lokalnych są frapujące, tym bardziej że jeszcze niedawno partia rządząca chciała gminom i powiatom dosypać pieniędzy. Miał powstać Fundusz Dróg Samorządowych (FDS), do którego trafiałyby pieniądze z nowej opłaty drogowej, doliczanej do każdego litra paliwa. Byłoby z tego 4-5 mld zł, która w połowie byłaby przeznaczona na drogi krajowe i autostrady, a w połowie na drogi lokalne. Ale widmo nowej opłaty wywołało tak wielki sprzeciw, że PiS wycofał się z tego projektu.
FDS był w pewnym sensie dowodem na to, jak temat schetynówek wkurza Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenie. PiS wdraża przecież swoje autorskie programy opatrzone „plusem” (Rodzina 500 Plus, Mieszkanie Plus, niedługo być może Senior Plus), a tu ma być lansowany program, który swoją potoczną nazwą przypomina o największym wrogu Kaczyńskiego, liderze Platformy Obywatelskiej Grzegorzu Schetynie. To niedopuszczalne, więc nic dziwnego, że FDS miał równocześnie zastąpić program schetynówek. W zapomnieniu o nim miały pomóc nawet specjalne tablice informacyjne, które planowano zamontować przy każdej inwestycji zrealizowanej dzięki FDS. Na razie efekt jest taki, że schetynówki są drugi rok z rzędu na fiskalnym odstrzale PiS, a alternatywy dla tego programu jak nie było, tak nie ma.
Na nieszczęście dla PiS, za jego rządów odwrócił się trend dotyczący liczby ofiar drogowych. Miniony rok był pierwszym od sześciu lat, w którym ilość ofiar śmiertelnych i ciężko rannych wzrosła. Jak zauważyła Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, która działa przy resorcie infrastruktury, najwięcej wypadków miało miejsce na drogach powiatowych, mimo, że stanowią one tylko niespełna 30 proc. długości wszystkich dróg w Polsce. Wzrost ilości wypadków w stosunku do danych z 2015 r. wynosił ponad 9 % i także był największy wśród wszystkich kategorii dróg.
Nie można winić tylko PiS- u za to, że ledwie objął władzę, natychmiast pogorszyły się statystyki bezpieczeństwa. W tym wypadku winę ponosi w dużym stopniu rząd PO-PSL, który chciał się przypodobać wyborcom i dlatego w 2015 r. przyjął ustawę odbierającą gminom z początkiem 2016 r. prawo do korzystania z fotoradarów. Wtedy z dróg zniknęło ok. 400 rejestratorów ruchu. Przy wszystkich wątpliwościach co do metod ich wykorzystywania przez gminy, nagłe zniknięcie praktycznie połowy wszystkich urządzeń, które działały na naszych drogach (resztą zarządza inspekcja transportu drogowego) musiało odbić się na poziomie bezpieczeństwa. Do tego doszły jeszcze czynniki zewnętrzne, niskie ceny paliwa zachęciły Polaków do częstszego korzystania z czterech kółek, a strach przed wyjazdami zagranicznymi (zwłaszcza do krajów arabskich) spowodował, że więcej obywateli zdecydowało się na wakacje w kraju.
Po prostu więc, PiS miał pecha. Ale nie zwalania go to od obowiązku zwiększania bezpieczeństwa na drogach i zapewniania pieniędzy na najważniejsze inwestycje. W tej sytuacji podbieranie pieniędzy z programu dróg lokalnych, które niestety, jest już swego rodzaju tradycją, jest co najmniej dyskusyjne.